Służebnica Boża
Janina Woynarowska
Kochać sercem wolnym
jak ptak – wszystko stworzenie,
aby przywrócić mu znamię Stwórcy
nie znające nienawiści,
zazdrości,
szaleństwa posiadania,
aby bratem mógł stać się każdy – trzeba pozwolić,
aby znowu zostały przebite dłonie i stopy –
jak na Kalwarii.
Janina Woynarowska
Wolność – Kalwaria, wolność aż po Kalwarię, wolność w cierpieniu i miłości. Zestawienie, które na pierwszy rzut oka może wprawiać w zakłopotanie i stawiać pytanie: jak? Są jednak tacy, którzy w zestawieniu tych słów odnajdują prawdę i ich istotę. Mogłoby się wydawać, że wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się cierpienie. Życie Janiny Woynarowskiej wskazuje, że jest zupełnie odwrotnie, tam gdzie zaczyna się cierpienie zaczyna się prawdziwa wolność, wybór wolności.
Wśród ludzi, których pamięta się nie dlatego, że byli głośni, lecz dlatego, że byli obecni – cicho, wiernie, z sercem – Janina Woynarowska zajmuje miejsce szczególne. Pielęgniarka z Chrzanowa, która przez dekady swojej pracy przywracała ludziom nie tylko zdrowie, ale i nadzieję.
Ta biografia powstała jako pragnienie ocalenia od zapomnienia postaci, która nigdy nie szukała rozgłosu, ale która swoim życiem – prostym, pełnym pracy, troski i cichego bohaterstwa – zostawiła ślad w wielu sercach. Była dla wielu symbolem prawdziwej pielęgniarki: nie tylko wykonującej zawód, ale niosącej opiekę, bliskość i poczucie bezpieczeństwa.
Rozdział I: Korzenie, które kształtowały serce
„Zanim została pielęgniarką, była dziewczynką, która potrafiła słuchać”
Janina Woynarowska urodziła się 10 maja 1923 roku w Piwnicznej. Niewiele wiemy o jej pierwszych latach życia w domu rodzinnym. Jej matka zmarła podcza epidemii tyfusu, została pochowana na cmentarzu w Istebnej. Została adoptowana przez szanowaną katolicką rodzinę Woynarowskich z Chrzanowa, gdzie spędziła swoje życie aż do tragicznej śmierci.
Ojciec, Kazimierz Strzemię Woynarowski był przedwojennym pułkownikiem i doktorem nauk medycznych. Był również prezesem Towarzystwa Gimnastycznego “Sokół” w Chrzanowie. Matka, Maria Twaróg w latach 30 dwudziestego wieku działała w Towarzystwie św. Wincentego a’Paulo, gdzie opiekowała się biednymi rodzinami, samotnymi matkami, ubogimi wdowami i sierotami. Mieszkali w dworku przy Alei Henryka 24, jak można przeczytać we wspomnieniach – panowała tam miła, spokojna atmosfera, w której chciało się przebywać. Pokoje były pięknie umeblowane, w których dominowała muzyka, malarstwo oraz literatura. W domu Państwa Woynarowskich można było znaleźć pokaźną biblioteczkę, w szczególności klasyki polskiej, która była w ówczesnych czasach trudno dostępna oraz droga. Rodzina należała do zamożnych, równocześnie potrafiąc dzielić się dobrami materialnymi z ubogimi i chorymi. Pierwsze dwie klasy szkoły podstawowej Janina uczyła się w domu, nie znamy dokładnych powodów tej decyzji, od trzeciej klasy uczęszczała Szkoły Podstawowej przy Alei Henryka. Janina od dziecka chorowała na krzywicę, stąd jej pochylona sylwetka oraz wyostrzone rysy twarzy, które możemy dostrzec na zachowanych fotografiach. Janina była osobą cichą, skrytą – niechętnie mówiła o sobie.
Dom, który wychowuje sercem
Czym jest dom? Najprościej można powiedzieć: miejscem, gdzie człowiek czuje się chciany, kochany i bezpieczny. Jaki był dom rodziny Woynarowskich? Był przestrzenią, w której każdy mógł czuć się wyczekiwany, jak najbliższa osoba. W zachowanych wspomnieniach można znaleźć informację, że drzwi domu Woynarowskich były zawsze otwarte dla bliskich, przyjaciół, ale także chorych i ubogich. Było w nim także miejsce dla psa imieniem Karusek, który towarzyszył rodzinie przez wiele lat. Woynarowscy dbali o rozwój swojej córki od najmłodszych lat poprzez czytanie książek, jak również rozmowy na nurtujące tematy. Janina bardzo szanowała i kochała swoich rodziców. Wpojono jej wartość świętowania niedzieli oraz innych uroczystości, które celebrowała z namaszczeniem przez całe życie. Podczas imienin rodziców, uroczystości rodzinnych oraz kościelnych recytowała wierszyki, śpiewała piosenki oraz grała na pianinie! Była uzdolniona muzycznie, czym chętnie dzieliła się z innymi.
Piękne wspomnienia dotyczą okresu Świąt Bożego Narodzenia, kiedy to już początkiem adwentu razem z przyjaciółką Janina przygotowywała ozdoby świąteczne, choinkowe zabawki z bibuły, słomki i staniolu. Najczęściej były to pajacyki, laleczki oraz łańcuszki. Okazała choinka stała w centralnym miejscu w salonie, a na niej paliły się kolorowe świeczki, które oświetlały całe wnętrze. Dom Woynarowskich był otwarty niezmiennie także w Wigilię, schodzili się przyjaciele, wśród których był również ksiądz katecheta W. Krzeptowski. Po odczytaniu fragmentu z Pisma Świętego następowało łamanie opłatkiem, a po nim wspólne śpiewanie kolęd i radość z narodzin Bożej Dzieciny. Na stole nie mogło zabraknąć wyśmienitych potraw, wśród których prym wiodły paszteciki z ryb. Po wspólnym kolędowaniu był czas na drobne upominki przynoszone przez Aniołka w wigilijny wieczór.
W blasku Pierwszej Komunii
Pierwsza Komunia Święta to nie tylko ważny sakrament, lecz także moment głębokiego spotkania z Bogiem — chwila, w której dziecko jeszcze mocniej staje się częścią wspólnoty Kościoła, przyjmując Ciało Chrystusa po raz pierwszy. Dla Janiny była to chwila przepełniona łaską i nadzieją, która zasiała w jej sercu ziarno wiary i miłości, które miało ją prowadzić przez całe życie.
Trzecia klasa szkoły podstawowej była momentem I Komunii Świętej, którą przyjęła w kościele pw. Św. Mikołaja w Chrzanowie. Razem ze swoją przyjaciółką długo przygotowywały swoje serce na zjednoczenie z Chrystusem w Komunii. „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje…” — te słowa miały dla niej moc, która rozświetlała nawet najtrudniejsze dni i dodawała siły w chwilach zwątpienia. Ta pierwsza komunia była początkiem pięknej relacji z Bogiem, która towarzyszyła Janinie przez całe życie, będąc źródłem pokoju i nadziei.
Po uroczystej Mszy Świętej odbywało się przyjęcie w szkole, w której uczestniczyła również Matka Janiny. Jak czytamy we wspomnieniach: “czekało pyszne kakaowe ciasto!”. Niestety nie zachowało się żadne zdjęcie z Pierwszej Komunii Świętej Janiny.
Na zakręcie dzieciństwa i dorosłości
Po zdanych egzaminach Janina rozpoczęła naukę w Gimnazjum Żeńskim im. Michaliny Mościckiej w Chrzanowie. Była to prywatna szkoła, w której czesne wynosiło 30 zł miesięcznie plus 5 zł na Komitet Rodzicielski oraz 5 zł na bibliotekę gimnazjalną. Warto zwrócić uwagę, że za oceny niedostateczne płaciło się karę w wysokości 100 złotych! Janina stroniła od częstych spotkań z koleżankami po szkole, pomimo to była określana jako bardzo koleżeńska i pomocna. Po szkole zawsze czekali na nią rodzice, z którymi najczęściej chodziła na spacery, nie wracała z innymi koleżankami do domu. Janina była bardzo dobrą uczennicą, pomagała w nauce koleżankom, które miały z tym trudności, pożyczała lektury z rodzinnej biblioteczki.
Beztroski czas gimnazjum przerwało nadejście okupacji niemieckiej w 1939 roku. Przyjaciółka Janiny z obawy przed wywiezieniem na roboty do Niemiec podjęła pracę w mleczarni, natomiast Janina była zmuszona razem z innymi dziewczętami do kopani rowów przeciwlotnicznych oraz pilnowania słupów telegraficznych. Janina była drobną kruchą panienką, co jeszcze mocniej utrudniało jej przymusową pracę. Niejednokrotnie była tak wyczerpana, że mdlała. Niemieccy żołnierze wiele razy poniżali i bili Janinę, która choć na chwilę próbowała odpocząć siadając na ziemi. Młoda dziewczyna znosiła wszystkie upokorzenia bez słowa, z wielką pokorą, choć jej twarz nieustannie była zalana łzami.
Trudne chwile spotkały Woynarowskich w chwili nadejścia nakazu opuszczenia domu. Musieli oni opuścić swój dom, a ich miejsce zajęli niemieccy okupanci. Stracili wówczas wiele pamiątek rodzinnych, obrazów, a także książek.
Okupacja nie zmieniła w Janinie chęci nauki, dlatego razem z koleżankami uczęszczały na tajne komplety nauczania, które odbywały się w dworku Woynarowskich. Lekcje odbywały się zawsze w jadalni, w pokoju obok pani Woynarowska oddawała się pracy na drutach. Mała Janinka, a następnie dorastająca Janina nigdy nie zapominała o wdzięczności wobec swoich rodziców, co było widoczne nawet podczas lekcji w ich domu. Zdarzało się bowiem, że Janina wybiegała z jadalni i biegła do pokoju, w którym jej matka dziergała na drutach. Dlaczego? Miała wyczulony słuch, który pozwalał jej usłyszeć, że matce upadł na podłogę jeden z drutów. Nie chciała, by schorowana matka schylała się, dlatego sama podnosiła i podawała jej drut do dalszej pracy. Choć uczyła się w jadalni, nieustannie czuwała nad własną matką. Już wtedy było widoczne jej wielkie oddanie sprawom chorych i cierpiących.
Niezmienne w domu Woynarowskich pozostały rozmowy na nurtujące tematy, także te polityczne i dotyczące wojny. Pomimo jeszcze dziecięcych przemyśleń Janiny i jej koleżanek, Państwo Woynarowscy wykazywali się ogromną czułością i zrozumieniem. Tłumaczyli zawiłości świata na tyle, na ile było to możliwe w niełatwych czasach okupacji niemieckiej. Cieszyli się, kiedy dziewczęta przeżywały radość, ale potrafi również wesprzeć w trudnych i smutnych momentach. Panowała w domu ogromna serdeczność i życzliwość względem wszystkich tam przebywających.
Janina przerwała uczęszczanie na tajne komplety po kilku miesiącach, ponieważ chciała odciążyć matkę w obowiązkach rodzinnych. Nie wystarczało jej już czasu na naukę. W pozostawionych wspomnieniach możemy przeczytać, że Janina żyła dla rodziców i z nimi spędzała każdą wolną chwilę. Nie potrzebowała przyjaciół, to rodzice stali się dla niej przyjaciółmi, którzy nigdy nie zawiedli.
Janina po ukończeniu Gimnazjum poświęciła się pielęgniarstwu, pracowała w Obwodowej Przychodni w Chrzanowie. Studiowała również zaocznie na Wydziale Psychologii i Filozofii Chrześcijańskiej, gdzie otrzymała tytuł magistra.
Pożegnanie korzeni
Gdy 2 maja 1943 roku Janina straciła ojca — pułkownika Wojska Polskiego i doktora nauk medycznych — jej świat na chwilę zatrzymał się w miejscu. Odszedł nie tylko autorytet i opiekun, ale także duchowy przewodnik, który uczył ją dyscypliny, odpowiedzialności i wierności zasadom.
Nie było czasu na żałobę. Życie, bezlitosne w swojej powadze, domagało się czynów. To na jej młode ramiona spadł ciężar prowadzenia domu i troski o matkę, która miała problemy zdrowotne. I choć nikt nie oczekiwał od niej heroizmu, Janina nie miała wyboru — musiała stać się dorosła szybciej, niż to było sprawiedliwe.
Nie buntowała się jednak. W modlitwie, w cichej obecności Boga, odnajdywała siłę, by nieść codzienność. Wierzyła, że jej ojciec — człowiek uczciwości i poświęcenia — nie odszedł w próżnię, lecz został wezwany „do domu Ojca”. A jego życie, choć przerwane, trwało w niej — w decyzjach, wartościach, pokorze.
Niewątpliwie ojciec zaszczepił w Janinie miłość do bliźniego, chorych i potrzebujących. Niejednokrotnie pomagała mu w opiece nad pacjentami, co również pozwoliło jej zdobyć wiedzę z zakresu medycyny.
Zakończenie wojny pozwoliło Janinie oraz jej matce wrócić do domu, z którego zostały wysiedlone przez okupantów. Janina została z matką – coraz słabszą, cierpiącą, uwięzioną w ciele, które z dnia na dzień odmawiało posłuszeństwa. Choroba kręgosłupa unieruchomiła ją niemal całkowicie. Janina nie odwróciła się od tego cierpienia – przeciwnie, z pokorą i czułością stała się jej codziennym oparciem. Pomagała jej wstać, umyć się, zjeść, znosić ból. Jej młode dłonie niosły ulgę, a serce – ciche towarzyszenie.
Matczyna śmierć nadeszła cicho 2 grudnia 1953 roku, jakby nie chciała krzyczeć. Ale jej echo długo rozbrzmiewało w duszy Janiny. To nie była już tylko strata – to było pęknięcie czegoś głębokiego.
Śmierć matki była jak zgaśnięcie ostatniego światła w domu, który już tonął w półmroku. Janina została zupełnie sama. I to właśnie wtedy – pośród milczenia i łez – zaczęła szukać oblicza Boga nie w cudach ani słowach, lecz w ciszy, która uczyła pokory, i w modlitwie, którą szeptała z uporem serca: „Bądź wola Twoja.”
Tamto odejście zapisało się w niej jak blizna – bolesna, niezrozumiała, a jednak prześwietlona łaską. Podczas ceremonii pogrzebowej na cmentarzu Janina straciła przytomność, została odwieziona do szpitala, gdzie okazało się, że miała ostry atak kamicy żółciowej.
Nie urodziła,
ale dała Miłość,
która otuliła na zawsze
bezbronną, sierocą
istotę.
W swoje życie zaprosiła,
swoim życiem się podzieliła – czuwając
dzień i noc gotowością czułych rąk.
Światłem pogodnych spojrzeń rozproszyła lęk
dziecięcego serca,
które…
Nieustającą pieśń śpiewa – Mateńko…
Janina Woynarowska
